blg.dgnce http://blog.designorance.com coffee break Tue, 26 Aug 2008 08:14:24 +0000 http://wordpress.org/?v=2.5 en Agnieszka K. (sierpień 2008, Pszczyna ) http://blog.designorance.com/2008/08/26/agnieszka-k-sierpien-2008-pszczyna/ http://blog.designorance.com/2008/08/26/agnieszka-k-sierpien-2008-pszczyna/#comments Tue, 26 Aug 2008 08:11:31 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=327 Kilka fotek z niedawnej sesji w Pszczynie, modelka Agnieszka K.

piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography
piotr musiał photography

]]>
http://blog.designorance.com/2008/08/26/agnieszka-k-sierpien-2008-pszczyna/feed/
Martynka, efekt końcowy http://blog.designorance.com/2008/05/29/martynka-efekt-koncowy/ http://blog.designorance.com/2008/05/29/martynka-efekt-koncowy/#comments Thu, 29 May 2008 15:03:39 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=325 A oto efekt końcowy. No może prawie końcowy bo pewnie jeszcze coś tam dopieszczę

Martynka

]]>
http://blog.designorance.com/2008/05/29/martynka-efekt-koncowy/feed/
Martynka http://blog.designorance.com/2008/05/29/martynka/ http://blog.designorance.com/2008/05/29/martynka/#comments Thu, 29 May 2008 01:05:11 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=324 Zbliża się Dzień Dziecka i postanowiłem machnąć z tej okazji portrecik mojej ukochanej córki - Martynki (”bo gołe baby to malujesz, córkę byś namalował!” hehe). Okazuje się, że najtrudniej narysować własne dziecko, które zna się niemal na pamięć. Stopień niezadowolenia z własnych kresek, zdegustowanie bo “przecież moja córka tak nie wygląda” - generalnie irytacja co chwilę. Oj, namęczyłem się trochę - undo było w akcji pewnie kilka razy więcej niż jakiekolwiek inne narzędzie;).

W każdym razie szkic mam już za sobą, poniżej kilka obrazków “dochodzenia” do etapu szkicu, który jutro wieczorkiem będe wykańczał. I jeśli nie zapomnę robić screenów, albo mnie to za bardzo nie zmęczy to też wrzucę obrazki jak to etapami szło.

tysia_01tysia_02
tysia_03tysia_04
tysia_05tysia_06
tysia_07tysia_08
tysia_09tysia_10
tysia_11tysia_12
tysia_13tysia_14

A tak na marginesie - strasznie męczący jest alt+print screen - ktoś zna jakieś fajne narzędzie, które mi automatycznie zrobi zrzuty ekranowe? Będe wdzięczny za info.

]]>
http://blog.designorance.com/2008/05/29/martynka/feed/
Forbidden Colours http://blog.designorance.com/2008/05/28/forbidden-colours/ http://blog.designorance.com/2008/05/28/forbidden-colours/#comments Wed, 28 May 2008 09:14:51 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=323 Od przynajmniej 20 lat, gdy jestem na jakimś “zakręcie” wraca do mnie muzyka dwóch Panów, których szczególnie cenię - David Sylvian i Michał Bajor. A ten “zakręt” jest szczególnie ostry, czuję jak jadę bokiem po bandzie…

Bajor… sam nie wiem co o nim mogę powiedzieć. Napewno od zawsze podziwiałem jego wrażliwość i dbałość o detale, niesamowita dykcja, staranność. Taka muzyczna perfekcja. No i przemiłe wspomnienia lekcji języka polskiego z jego mamą (ukłony)…

Sylvian - dla mnie od mniej więcej początku szkoły średniej artysta idealny, pisze, komponuje, gra, maluje, rysuje, rzeźbi. Bardzo mocno siedzi we mnie jego muzyka.

Dziś, jako, że nastrój lekko liryczny - towarzyszą mi dwa kawałki tych panów.

“[…] my love wears forbidden colours […]”

]]>
http://blog.designorance.com/2008/05/28/forbidden-colours/feed/
Idzie nowe… http://blog.designorance.com/2008/05/27/idzie-nowe/ http://blog.designorance.com/2008/05/27/idzie-nowe/#comments Tue, 27 May 2008 08:52:59 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=322 To taki dziwny moment w moim życiu - nagle trzeba wszystko zmienić. Przyzwyczajenia, codzienność, wszystko. Z jednej strony masę obaw, z drugiej - lubię gdy coś się dzieje, lubię zmiany. Krótko mówiąc, tak bez pierdolenia - idzie nowe.

No i dwa nowe obrazki…

franziska.jpg
franziska_closeup.jpg

nikx.jpg
nikx_closeup.jpg

I jeszcze coś: przed chwilą policzyłem - mam rozpoczęte i nieskończone 32 obrazki;) Będzie co robić w najbliższym czasie. Szykuję się też do podrukowania wszystkiego wreszcie porządnie (Giclee) na płótnie. Wpadł mi w oko Qprint. Ma ktoś doświadczenie z nimi? jakieś opinie?

Aha, fajnie mieć przyjaciół w pracy. Dzięki chłopaki za pomoc. Piona.

]]>
http://blog.designorance.com/2008/05/27/idzie-nowe/feed/
Męski punkt widzenia http://blog.designorance.com/2008/05/21/meski-punkt-widzenia/ http://blog.designorance.com/2008/05/21/meski-punkt-widzenia/#comments Wed, 21 May 2008 07:01:01 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=321 23 maja 2008, godzi. 18-22, wystawa: Męski Punkt Widzenia, Opole, ul. 1 Maja 19 (oficyna)

Powyżej moja wersja plakatu, poniżej oryginalna wersja.

23 maja 2008, godzi. 18-22, wystawa: Męski Punkt Widzenia, Opole, ul. 1 Maja 19 (oficyna)

I co, która lepsza? ;-)
Anyway, zapraszam serdecznie.

]]>
http://blog.designorance.com/2008/05/21/meski-punkt-widzenia/feed/
Marilyn http://blog.designorance.com/2008/05/03/marilyn/ http://blog.designorance.com/2008/05/03/marilyn/#comments Sat, 03 May 2008 17:47:07 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=319 marilyn_monroe_by_piotr_musial.jpg

marilyn_monroe_by_piotr_musial_closeup.jpg

]]>
http://blog.designorance.com/2008/05/03/marilyn/feed/
Edyta http://blog.designorance.com/2008/04/28/edyta/ http://blog.designorance.com/2008/04/28/edyta/#comments Mon, 28 Apr 2008 17:55:34 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=318 Strasznie spodobało mi się zdjęcie Roberta Nawary, w efekcie machnąłem sobie taki dość szybki obrazek. Podgląd poniżej, większe obrazki na deviantarcie: tu i tu.

http://labrie.deviantart.com/art/Edyta-84161642

http://labrie.deviantart.com/art/Edyta-close-up-84161906

Warto pooglądać wszystkie prace Roberta na DA i jego stronę. Polecam.

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/28/edyta/feed/
Armando Huerta, Pin-Ups http://blog.designorance.com/2008/04/27/armando-huerta-pin-ups/ http://blog.designorance.com/2008/04/27/armando-huerta-pin-ups/#comments Sun, 27 Apr 2008 20:50:39 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=317 Jakoś tak leniwie, od niechcenia przeglądałem sobie znów deviantart i trafiłem przypadkiem na prace niejakiego Armando Huerta. Pin-Up’ów w siecie cała masa, ale w tym przypadku kopara mi opadła gdy zobaczyłem jak on to robi. Sprawdźcie sami, na jego profilu na DA wystarczy przewinąć trochę stronę i zobaczyć jak dłubie obrazek z Terą Patrick. Całkowicie analogowa robota, w zalewie wszelkiej maści wacom’owców - łeb urywa. Albo po ichniemu - fuckin’ incredible.

A sporo innych obrazków można oglądać na jego stronie domowej:
www.armando-huerta.com

www.armando-huerta.com

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/27/armando-huerta-pin-ups/feed/
experience 159 http://blog.designorance.com/2008/04/27/experience-159/ http://blog.designorance.com/2008/04/27/experience-159/#comments Sun, 27 Apr 2008 17:24:54 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=316 Bez zbędnych słów, minisajt Alfa Romeo 159 od Soleil Noir.

www.experience159.com

www.experience159.com

www.experience159.com

www.experience159.com

www.experience159.com

www.experience159.com

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/27/experience-159/feed/
Trochę przydatnych linków na temat rysunku http://blog.designorance.com/2008/04/24/troche-przydatnych-linkow-na-temat-rysunku/ http://blog.designorance.com/2008/04/24/troche-przydatnych-linkow-na-temat-rysunku/#comments Thu, 24 Apr 2008 12:35:50 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=314 Ostatnio dostałem kilka maili z pytaniami, a właściwie prośbami o wskazówki odnośnie rysunku, nauki rysunku i tego typu spraw. Postanowiłem więc pogrzebać w sieci i wyszperać trochę sensownych linków.

Moja przygoda z rysunkiem, malarstwem, itp, zaczęła się gdy zdecydowałem się studiować na wrocławskiej architekturze. Wprawdzie wcześniej sporo rysowałem ale raczej dla zabawy i nie miałem o tym większego pojęcia. Wszystko zaczęło się na kursach przygotowawczych do egzaminów. Odkryłem wtedy jak mało wiem o rysunku, który za kilka tygodni miał być przedmiotem egzaminu. Watachy zaaferowanych ludzi wkoło, całonocne imprezy w akademiku, opowieści o krwiożerczym profesorze Natusiewiczu, pogaduchy z totalnie zafascynowanymi rysunkiem ludźmi, a przede wszystkim krażące z rąk do rąk, kserowane kopie książek Andrew Loomis’a: “Figure drawing for all it’s worth”, “Drawing the head & hands”, “Successful drawing”, “Creative illustration”, “Fun with a pencil”, “The eye of the painter and the elements of beauty”. Do tej pory mam pożółkłe już kopie tych książek. Wydałam wtedy majątek na ksero i oprawianie - ale było warto. Uśmiecham się sam do siebie gdy wspominam jak siedziałem z wypiekami na twarzy przeglądając je strona po stronie, szkic po szkicu. Loomis dla mnie osobiście jest klasykiem, a z rozmów z wieloma ludźmi wiem, że nie tylko dla mnie. Po sieci od lat krążą kopie tych książek w PDF’ach, więc nietrudno było je wygooglać.

Andrew Loomis - Figure Drawing for All Its WorthAndrew Loomis - Drawing the head & hands

Andrew Loomis - Sucessfull drawingAndrew Loomis - Creative Illustration

Andrew Loomis - Fun with a pencil

Kolejnym cenną pozycją była książka “The Practice and Science of Drawing”, której autorem jest Harold Speed, pierwszy raz wydana w 1917 roku w Londynie. Cudowna, fascynująca lektura. I naprawdę nie straciła przez tyle lat na aktualności. Od znajomych wiem, że czesto polecana jest przez wykładowców Akademii Sztuk Pięknych. Do kompletu polecam też “Oil Painting Techniques and Materials” tego samego autora.

Harold Speed - The Practice and Science of DrawingHarold Speed - Oil Painting Techniques and Materials

Bardzo dobrą kasiążką jest “Der Nackte Mensch” autorstwa Gottfried’a Bammes’a. Sporo o anatomii, budowie człowieka, jego proporcjach. 465 stron, masa przykładów mistrzostwa w sztuce rysowania i dużo różnych modeli/modelek w różnym wieku. Polecam. Ponadto bardzo cenna jest też kolekcja książek George Bridgman’a: “Constructive Anatomy”, “The Human Machine”, “Bridgman’s Complete Guide To Drawing From Life” (po zassaniu tej ostatniej trzeba ręcznie dodać rozszerzenie *.pdf).

Gottfried Bammes - Der Nackte MenschGeorge Bridgman - Constructive Anatomy

George Bridgman - The Human MachineGeorge Bridgman - Complete Guide To Drawing From Life

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/24/troche-przydatnych-linkow-na-temat-rysunku/feed/
Brando, Hayworth, Dean i inni… http://blog.designorance.com/2008/04/23/brando-hayworth-dean-i-inni/ http://blog.designorance.com/2008/04/23/brando-hayworth-dean-i-inni/#comments Wed, 23 Apr 2008 09:54:08 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=311 Z mediów atakuje ostatnio gorący news o “mocno owocowym” filmie z Marilyn Monroe w roli głównej. I tak oto idąc tropem skojarzeń, naszła mnie myśl, że dawno nie oglądałem żadnego starego filmu - a przecież lubię, i to bardzo. Tak więc postanowienie na najbliższy weekend gotowe - trzeba odkurzyć moją kolekcję starych filmów, ou jea!:)

Przed chwilą, w czasie przerwy na kawę, zacząłem szperać w sieci szukając ciekawostek na temat gwiazd kina tamtej epoki i klikając na chybił trafił linki z googla trafiłem na świetną galerię zdjęć: Rebel Without a Cause’s photostream (Flickr). Niesamowity klimat mają te fotki, naprawdę. Fajnie, że ktoś pozbierał w jednym miejscu tyle urokliwych, old school’owych obrazków. Polecam, naprawdę.

rebel without a cause photostream

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/23/brando-hayworth-dean-i-inni/feed/
Asylum http://blog.designorance.com/2008/04/23/asylum/ http://blog.designorance.com/2008/04/23/asylum/#comments Wed, 23 Apr 2008 05:29:35 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=309 Jak zwykle konkretnie - nowa produkcja Danka Studio Web - Asylum.

Asylum by Danka Studio Web

Asylum by Danka Studio Web

Asylum by Danka Studio Web

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/23/asylum/feed/
Katanaz Stock Female 14 http://blog.designorance.com/2008/04/22/katanaz-stock-female-14/ http://blog.designorance.com/2008/04/22/katanaz-stock-female-14/#comments Tue, 22 Apr 2008 16:00:24 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=306 Pobuszowałem ostatnio po deviantarcie i u niejakiego (niejakiej?) katanaz-stock znalazłem kilka fotek, które bardzo mi się spodobały. Świetny kadr, doskonały kolor, itp, itd. Polecam. Tego typu fotki, które wpadną mi w oko mocno mnie inspirują i powodują, że chwytam za tablet i próbuję coś takiego namazać. Czasem wychodzi czasem nie, pokazuję raczej to co wychodzi ;)

Niedługo znów podrukuję sobie trochę obrazków w większym formacie (bo dopiero wtedy tak naprawdę widać efekt pracy) a do tego kończę składać swój własny kalendarz z moimi maziajami.

Wzór

i efekt…

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/22/katanaz-stock-female-14/feed/
Czy Wy… http://blog.designorance.com/2008/04/07/czy-wy/ http://blog.designorance.com/2008/04/07/czy-wy/#comments Mon, 07 Apr 2008 20:27:53 +0000 labrie http://blog.designorance.com/?p=304 … też macie tyle roboty? Bo ja zacznam się łapać za głowę, robota leży na na ziemi, trzeba tylko zbierać, do wyboru do koloru, garściami. I tylko zmęczenie pyta mnie czy to aby napewno dobrze…

Ponadto, doświadczyłem ostatnio uczucia zbytniego skomplikowania mojego życia. Następstwem tego było ogromna potrzeba uproszczenia tzw. “spraw”. Zazwyczaj w takich sytuacjach robię dobrą, mocną kawę, zapalam papierosa i siadam nad kartką papieru robiąc listę wszystkich spraw, którym aktualnie poświęcam choćby wycinek mojej uwagi. Tak było i teraz - pionowa krecha na kartce i podział na prywatne i zawodowe. W miarę pisania z coraz większym przerażeniem stwierdzałem, że chyba jestem nienormalny biorąc na siebie tak wiele spraw. Kartka się skończyła, wziąłem drugą i ją także zapełniłem. Katastrofa. Żaden normalny człowiek nie robi sobie samemu takiego kuku. I nic mi nie pomogła świadomoć, że przecież najlepiej i najwydajniej działam pod dużym obciążeniem. Przegiąłem - tylko takie określenie przychodzi mi do głowy. Sam nie wiem na czym to polega ale wiem, że mój apetyt na działanie i adrenalinę a także niechęć do bezczynności czasem płatają mi figle.

W zasadzie nic złego nie widzę w tym, że mam tzw. masę roboty. Refleksja przychodzi wtedy gdy mając sporą dozę autoironii i samokrytyki zauważam spadek jakości związany ze zbyt dużą ilością spraw. I dobrze jeśli taka refleksja przychodzi, bo łatwo w codziennej gonitwie przegapić takie rzeczy. Pisząc “spadek jakości” nie mam na myśli spadek jakości produkcji, chyba wręcz przeciwnie. W moim przypadku bardzo duże obciążenie w zakresie np. projektowania czasem działa wręcz odwrotnie - odblokowuje mi abstrakcyjne myślenie na poziomie, który wydaje mi się niedostępny w spokojniejszych okresach. Ale problem jest, problem polega na tym, że zawsze lubiłem bardzo dużo uwagi poświęcać każdemu detalowi każdej sprawy, którą się zajmuję. A w chwili obecnej nie zawsze mogę swój czas poświęcić detalom, w każdym razie nie tyle czasu ile bym chciał, co mnie czasem drażni. Właściwie częściej niż czasem.

Gdy zastanawiam się nad tym wiem jedno - napewno zmienił się mocno charakter czynności związanych z moją pracą zawodową, mam tego świadomość. Ale nawet mając taką świadomość nie zawsze udaje mi się zapanować nad samym sobą. Na szczęście nabieram w tym coraz większej wprawy - w kontrolowaniu samego siebie. W zarządzaniu samym sobą. Wiem, że czasem wspomnienie czasów freilanserki, tęsknota za byciem “jednoosobową orkiestrą” i samodzielnym zgarnianiem poklasku pcha mnie zdradliwie na mieliznę, ale z satysfakcją muszę przyznać, że sporo wprawy nabrałem w uciekaniu od mysli “sam zrobię to najlepiej”. Nie mogę jeszcze powiedzieć - jest idealnie, ale mogę powiedzieć - jesem na dobrej drodze.

Dość dobrze, zwięźle i krótko problemy osób takich jak ja (przechodzących od funkcji Chief Everything Officer do bardziej doprecyzowanego zakresu obowiązków) opisał Scott Belsky (Behance) w tekście “No Longer a Solo Show: Becoming A Business”. Nie będe się wgłębiał w omówienie, każdy niech sam wyciągnie z tego krótkiego tekstu wnioski. Najistotniejsze wydaje mi się nabycie umiejętności delegowania zadań, precyzyjnego i przemyślanego delegowania zadań. W tym zakresie polecam kolejny tekst Scotta: “Dealing With Delegation: Quick Tips”. Nie są to oczywiście opracowania wyczerpujące tematykę szeroko pojętego zarządzania zespołem, ale sądzę, że dość dobrze w paru zdaniach nakreślają problematykę.

A wracając do upraszczania życia… Napisałem listę, zaznaczyłem sprawy bardzo ważne, mniej ważne i mało ważne. A potem jeszcze raz - bo okazało się, że właściwie wszystkie sprawy są bardzo ważne. A czwartym podejściem wyszła mi lista o połowę krótsza niż na początku. Fiu, fiu, to się nazywa sukces. A właściwie jego połowa bo od jutra trzeba zacząć to realizaować;)

Trochę pokrewna sprawa, która dopadła mnie jakiś tydzień temu (wielkie porządki, ha!) to eliminowanie wszelkich “bardzo ważnych przedmiotów” z mojego otoczenia (chodzi głównie o biuro). Mam niestety taką przypadłość, że bywam dość sentymentalny i przywiązuję się do przedmiotów, a właściwie do ich roli w moim życiu. Mam na myśli wszystkie te nikomu niepotrzebne rzeczy, z którymi czasem poprzez silę wspomnień jakiś przeszłych wydarzeń ciężko się rozstać. Bo przypominają to czy owo, bo wzbudzają pozytywne emocje, bo powodują uśmiech na twarzy. Siłą rzeczy takich przedmiotów z czasem przybywa i pojawia się problem przestrzeni do ich przechowywania. Oczywiście wszystkie są niezbędne, wszystkie są ważne, itepe itede. Tylko, że zaczyna brakować powietrza i człowiek bywa uduszony przez gadżety.

Doznając braku powietrza mi przestrzeni i próbując pozbyć się niepotrzebnego (o rany wreszcie to do mnie dotarło!) bagażu przeszłości zabrałem się kilka dni temu za porządki. Przyznam, ze samo przeglądanie wszystkich tych szpargałów i papierzysk bywa dla mnie ciekawym zjawiskiem. No i zazwyczaj zabiera sporo czasu. Bo przecież każdy duperel trzeba “pomacać” przywołując w pamięci czasem zabawne a czasem mniej zabawne historie. Ale udało się! Wywaliłem “w kosmos” masę rzeczy, w tym (o zgrozo!) materiały do wykonania strony www od jednego z pierwszych moich klientów. Tak lekko licząc miały jakieś 10-11 lat. Nie powiem, nie powiem, urok jakiś jest w tych pożółkłych już notatkach i szkicach, de facto jest to kawał mojego zycia. Co ciekawsze “sztuki” poskanowałem, trochę zostało w specjalnym kartonie (bo oryginały kiedyś będą bardzo cenne, hehe). Efekt był taki, że z kilkunastu kartonów zostały mi 3 (słownie: trzy) nieduże pudła, które swobodnie zmieściły się na szafie. I super. Za jednym zamachem załatwiłem dwie sprawy - oderwanie się od rzeczywistości i sentymentalną podróż wiele lat wstecz, a także zwyczajne, prozaiczne uporządkowanie otoczenia.

Co ciekawe, dziś na blogu biznes bez stresu znalazłem notatkę o takim właśnie jak moje - sentymentalnym podejściu do “rzeczy”. Czytanie jej wywołało u mnie szeroki uśmiech - ja to już mam za sobą ;-) Ale pomysł z fotografowaniem mi się spodobał, będe musiał przy następnych porządkach zastosować.

I to na tyle, dobranoc.

]]>
http://blog.designorance.com/2008/04/07/czy-wy/feed/
W biegu i na kolanie. O lokalnym być albo nie być. http://blog.designorance.com/2008/03/17/w-biegu-i-na-kolanie-o-lokalnym-byc-albo-nie-byc/ http://blog.designorance.com/2008/03/17/w-biegu-i-na-kolanie-o-lokalnym-byc-albo-nie-byc/#comments Mon, 17 Mar 2008 20:12:47 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2008/03/17/w-biegu-i-na-kolanie-o-lokalnym-byc-albo-nie-byc/ W zasadzie przypadkiem postanowiłem coś naskrobać na blogu. Czasu brak, czasem i chęci brak. Bo praca i rodzina wypełniają mi dzień codzienny po brzegi. Czasem i poza brzegi, czasem sie wylewa. ;)

Generalnie strasznie dużo się dzieje zawodowo, a zmiany na rynku reklamy internetowej widoczne od dość dawna da się odczuć także na poziomie niewielkich firm związanych z kreacją stron www. Choćby takich firm jak nasza. Symptomy tegoż są dość miłe (jeśli mogę to tak nazwać), przekłada się to na coraz ciekawsze zlecenia,a przede wszystkim na ich ogromną ilość. Nie tak dawno pisałem, że jest dobrze, że w zasadzie mamy robotę na kilka miesięcy do przodu zaklepaną. Szczerze mówiąc wtedy zupełnie nie spodziewałem się aż takiego przypływu zleceń jaki obserwuję w chwili obecnej. Kilka miesięcy temu wzrost zainteresowania reklamą internetową wydawał mi się fantastyczny. W tej chwili ciężko mi nawet jakoś to określić, mogę chyba tylko powiedzieć: wow. Wow, bo zamieszanie na rynku związane z poszukiwaniem przez klientów korporacyjnych wykonawców gwarantujących usługi na przyzwoitym poziomie przekłada się na niesamowitą (z punktu widzenia niewielkiej, ale dość dobrze osadzonej w realiach agencji interaktywnej) wręcz zdolność tych klientów do dialogu z wykonawcą a także do zmiany płaszczyzny tego dialogu. To już nie jest szukanie murzyna, firmy krzak, która zrobi jakąś tam gównianą stronę www, byle szybko i byle tanio.

Przykładem jest nasz lokalny, opolski rynek, który kiedyś zwykłem określać żartobliwie “internetowym bantustanem”, na którym królowali watażkowie oczekujący od wiernych poddanych niewolniczej pracy za darmo lub za makabrycznie małą stawkę. Ostatnie miesiące i związane z nimi pozytywne niespodzianki co do postawy wielu firm zweryfikowały wiele moich poglądów. A przede wszystkim pozwoliły mi spoglądać z zupełnie innej perspektywy na potencjał lokalnych klientów. Odwrót od szablonowych, pudełkowych serwisów www, potężne ssanie skierowane na tuningowane pod klienta usługi, z wyraźnie określonym celem (handlowym i marketingowym) i precyzyjnie określonym oczekiwanym efektem. Już nie wystarczy zaistnieć w internecie. Istnieje każdy, nawet przysłowiowa Kasiunia Kowlaska ze swoim blogaskiem, na którym ziomy wpisują komcie.

Być albo nie być (w internecie) przestało być pytaniem zasadniczym dość dawno. I w zasadzie tak jak w każdej innej dziedzinie aktywności komercyjnej, różni gracze poszczególnych nisz, rynków i branż budzili się przez ostatni rok w różnych momentach. Mniej lub bardziej z ręką w nocniku. Bo niestety powstające jak grzyby po deszczy agencje, agencyjki, firmy i firemki “robiące strony” nie są de facto w stanie zaspokoić potrzeb coraz bardziej zorientowanych zarówno w temacie jak i w kwestii efektów klientów.

Kilka już razy mój przyjaciel i wspólnik - Krzysiek, mówił: “Piotr jak to dobrze, że kilka lat temu nie odpuściliśmy i trzymaliśmy się zasady robienia dobrze i za dobrą kasę.” A bywało różnie, nieraz człowiek wątplił w sens, miewał gorsze chwile gdy wydawało się, że trzeba będzie zwijać manatki, że nie ma takim mieście jak Opole miejsca na niszę usług “lepsiejszych”. Rzeczywistość pokazała, że jest jednak inaczej. Miejsce jest, a do tego zaczęliśmy zbierać profity kilkuletniej ciężkiej pracy. Na początku nazwijmy to kariery zwyczajnie nie widziałem potrzeby reklamowania się. Lub też nie miałem na to budżetu. I na kilka lat przed tym gdy poznałem definicję marketingu szeptanego, wirusowego - intuicyjnie uznałem, że to jedyna właściwa forma reklamy dla firmy próbującej wypracować pozycję na lokalnym rynku. Dziś nie wydając złotówki na reklamę mam klientów, którzy przy wódce, grilu, czymkolwiek wymieniają sie moim numerem telefonu. O takej pajęczynie kontaktów i warości rekomendacji pisał kiedyś Alex Barszczewski na swoim blogu. Polecam.

Kilka razy już w tym wpisie przewijało się okreslenie “lokalny rynek”. Związane jest to z moim faktycznym przywiązaniem do Opola, a także niezmiennym odrzucaniem ofert pracy w większych “organizacjach”, czasem naprawdę interesujących ofert - to muszę przyznać. Powodów było kilka - pierwszy, podstawowy - powiązania rodzinne. Po różnych życiowych perturbacjach tak się poukładało, że moja ukochana córa zamieszkuje Opole. Dla mnie decyzja w kwestii miejsca zamieszkania mimo kuszenia różnymi “błyskotkami” była dość łatwa - zostałem w Opolu by być blisko niej. Kariera karierą, praca pracą ale priorytety nigdy mi się nie zmieniły. I nie sądzę aby nastąpiło to kiedykolwiek.

I muszę przyznać, że dość ciekawe było obserwowanie wszelkich zmian zachodzących w szeroko pojętym internecie z perspektywy tegoż właśnie lokalnego rynku. O ile kilka lat temu stykałem się z paradoksalnymi sytuacjami gdy prezes sporej, mocno rozbujanej firmy pytał “internet? to jest to za co płacę synowi takie ogromne rachunki?”, a inny dolewał benzyny do ogniska mojego zdziwienia mówiąc “nie, nie, my już mamy człowieka, on nam to zrobi za 300 zł”. O tyle w chwili obecnej zdarzają mi się sytuacje zgoła odwrotne - gdy z braku czasu w ofercie rzucam cenę wydawałoby się zaporową - dostaję odpowiedź - “Robimy”. Normalnie sielanka, cud, miód, malina - nieprawdaż? Ale jest w tym kilka kruczków. Niestety sytuacje typu “no strings attached” (vide piosenka Depeche Mode) to dość niecodzienne zjawisko w biznesie.

O problemach i punktach krytycznych “być albo nie być” lokalnej firmy zorientowanej na usługi powiązane z kreacją internetową mam sporo wniosków. Kilka razy próbowałem objąć to w jakimś większym opracowaniu. Planów co do tego nie porzucam - coraz lepiej radzę sobie z organizacją czasu - więc i opracowania się pojawią. Mówiąc “bardzo precyzyjnie” - wkrótce ;)

Lekko tylko liżąc temat po wierzchu, powiem, że z mojej perspektywy jako pracodawcy i szefa zespołu najistotniejszym problemem jest człowiek. A konkretnie emigracja zdolnych ludzi do większych miast, co przekłada sie bezpośrednio na problem z kompletowaniem zespołów projektowych na wymarzonym przeze mnie poziomie. A w efekcie oznacza - mniej a dobrze, nie zawsze pozwala robić wszystko co się chce ale za to pozwala dbać o jakość. O stanie wiedzy i kompetencjach absolwentów wszelkich powiązanych z informatyką opolskich uczelni niestety nie mogę powiedzieć nic dobrego. Wyjątki oczywiście są (nasz newbie - Marcin), ale potwierdzają jedynie moje zdanie. Z jednej strony rozumiem doskonale wybywanie młodych ludzi w poszukiwaniu lepszej uczelni, a zdrugiej strony cała ta moja dywagacja na temat lokalnego rynku ma dwa cele: być może kilka osób zorientuje się w jego potencjale i zrozumie, że nie tylko potężna korporacja ze stolicy może dać “fun, knowledge & experience” (w tej lub innej kolejności). Zwłaszcza fun przy pracy jest chyba wizytówką tych mniejszych firm. A i klienci coraz mniej lokalni.

Tak więc, reasumując - jest git. A będzie jeszcze lepiej, i bardzo przyjemnie jest mieć tę świadomość. Sporo satysfakcji daje “dozbrajanie się” by lada chwila ugryźć w tyłek wiekszych graczy ;)

Na zakończenie - kilka lat temu Kuba vel Oko (którego notabene szanuję mimo niegdysiejszych spięć na lini webesteem - towar, heh, stare czasy), wybywając do stolicy, powiedział: “w Opolu nie da się z tego wyżyć”. Otóż da się. Wprawdzie wtedy nie byłem tego aż tak bardzo pewny jak dziś, ale jednak… czułem pod skórą, że ktoś musi zaorać to pole.

Z ciekawych linków, które ostatnio wpadły mi w oko - polecam artykuł w Marketing & More pod tytułem: “Interaktywne zbrojenia”.

]]>
http://blog.designorance.com/2008/03/17/w-biegu-i-na-kolanie-o-lokalnym-byc-albo-nie-byc/feed/
“Wystarczy, że nie będziesz przeszkadzał” http://blog.designorance.com/2007/12/23/wystarczy-ze-nie-bedziesz-przeszkadzal/ http://blog.designorance.com/2007/12/23/wystarczy-ze-nie-bedziesz-przeszkadzal/#comments Sun, 23 Dec 2007 19:13:29 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/23/wystarczy-ze-nie-bedziesz-przeszkadzal/ “Wystarczy, że nie będziesz przeszkadzał” - pod takim hasłem biorę “udział” w świątecznych przygotowaniach;) W związku z tym miałem chwilę żeby skończyć jeden obrazek. Właściwie poprawić, bo w oryginale ta przemiła dziewczyna ociekała krwią;) Dowiedziałem się niedawno, że mam chore pomysły i w związku z tym powstała wersja nazwijmy to “lekkostrawna”.

jenni

jenni

jenni

A z ciekawostek wyszperanych w sieci polecam stronę Iwony Drozdy (eeritrocite.com), wygrzebane na deviantarcie.

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/23/wystarczy-ze-nie-bedziesz-przeszkadzal/feed/
Niniejszym ogłaszam… http://blog.designorance.com/2007/12/22/niniejszym-oglaszam/ http://blog.designorance.com/2007/12/22/niniejszym-oglaszam/#comments Sat, 22 Dec 2007 12:01:44 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/22/niniejszym-oglaszam/ …że święta mogą już nadejść. Ostatnie parę tygodni to był prawdziwy survival, zamknięcie przed końcem roku kilku poważnych zleceń wydawało się dość karkołomnym wyzwaniem. A jednk się udało, sam nie wiem dokładnie jak ale się udało. Atmosfera ostatnich dni, nerowowść, stres i skupienie wykończyło chyba nas wszystkich. Te parę dni przerwy świątecznej pozwoli podładować baterie, odespać. A potem widzimy się wszyscy na firmowym sylwestrze i damy ostro do pieca;) Oj będzie się działo, bo żaden z nas do rękawa nie wylewa;)

Przed chwilą dostałem odpowiedzi od dwóch klientów akceptujące koncepcje graficzne tematów na początek przyszłego roku. Nice. Mam wrażenie, że przedświąteczna atmosfera powoduje mniejsze czepialstwo i ogólną większą komunikatywność. Przyjemnie wymienić bez napinania się trochę technicznych uwag z klientem, podyskutować o zastrzeżeniach i uwagach. Jakoś tak generalnie - chyba święta idą:) I wszyscy w łącznie ze mną bardziej pozytywnie są nastawienie do świata. Po hardkorowych kilku tygodniach działa to jak balsam, uspokaja, wycisza i pozwala zaplanować na spokojnie prace nad następnymi projektami. Dużo tego się szykuje wraz z nowym rokiem, wygląda na to, że robote mamy na jakieś 3-4 miesiąca. Przekrój tematów bardzo różny, od dającego trochę poszaleć i wyżyć się serwisu dla “zakładu fryzjerskiego”, gdzie mamy poprowadzić sesje fotograficzne, zrobić identyfikację, mocny flashowy sajt i zadbać o ogólny look & feel klienta, po oprogramowanie wspierające zarządzanie firmą, pracę rozproszoną, obieg dokumentów itp. Po wdrożeniu naszego autorskiego systemu w jednej z wrocławskich firm dostaliśmy kilka poważnych zapytań ofertowych i wygląda na to, że w przyszłym roku będzie to znaczna część frontu prac. Obaczym, narazie negocjacje w toku.

Dziś po długiej przerwie związanej z nawałem pracy, mam wreszcie znów dla siebie sobotę, taką jak lubię. Spokój, mocna kawka i szperanie w sieci. Miodzio:)
Właściwie dopiero dziś będe mógł poczytać książkę Dominika Kazanowskiego “Nowy marketing w internecie”. Przyszła parę dni temu ale za cholerę nie miałem czasu do niej zajrzeć.

kazanowski_zagrobelny.jpg

Po wstępnych przekartkowaniu wygląda naprawdę ciekawie, z przyjemnością poczytam.

Wczoraj, w ramach autoprzyjemności nabyłem kilka płyt, w tym płytę Łukasza Zagrobelnego, w radiu lecą na okrągło jego dwa kawałki, dwa pierwsze na płycie, a ja muszę przyznać, że chyba już mi się przejadły i tak naprawdę płyta zaczęła mi się podobać od 3 utworu. Lekki, przyjemny pop, na dość dobrym poziomie. Polecam.

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/22/niniejszym-oglaszam/feed/
Cichaczem, po zmroku… http://blog.designorance.com/2007/12/14/cichaczem-po-zmroku/ http://blog.designorance.com/2007/12/14/cichaczem-po-zmroku/#comments Fri, 14 Dec 2007 00:20:00 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/14/cichaczem-po-zmroku/ Ciemna jak atrament noc za oknem, a ja cichcem, w ukryciu robię prezent gwiazdkowy mojej ukochanej. Jakoś tak się ostatnio układało na tej dziwnej sinusoidzie życia, że chyba za dużo pracowałem i będe musiał sporo jej wynagrodzić. Czasem człowiek traci poczucie rzeczywistości, dobrze jest mieć wtedy przy sobie kogoś kto rozumie i mimo żalu uśmiechnie się ciepło. Czego i Wam życzę…

Nie muszę chyba dodawać, że kawa w “Kubku Chucka Norrisa” daje niezłego speeda, ou jea ;-)

Btw 1. w głośnikach najnowsza płyta Queensryche “Take Cover”, tłuste dźwięki, mniam.

Btw. 2. Jutro (właściwie już dziś) odbieram z drukarni serię swoich maziajów w A2, trochę się niecierpliwię bo jeszcze nie drukowałem w takim dużym formacie swoich wypocin i jestem ciekaw jak wyjdzie…

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/14/cichaczem-po-zmroku/feed/
Senny poniedziałek… http://blog.designorance.com/2007/12/10/senny-poniedzialek/ http://blog.designorance.com/2007/12/10/senny-poniedzialek/#comments Mon, 10 Dec 2007 06:28:54 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/10/senny-poniedzialek/ Tydzień zaczął się jakoś sennie i niemrawo, ciężko mi się zabrać do pracy. Najgorsze, że do końca roku mamy jeszcze oddanie czterech sporych tematów, czyli de facto zostały dwa tygodnie. Masakra. Masakra głównie dlatego, że nasz główny programista postanowił nagle rzucić robotę i olać zobowiązania. Cóż, zawsze jest najgorszy moment na takie historie, ale ten jest wyjątkowo niefortunny. Parę osób pewnie zorientuje się o kim mowa. Niestety byłem na tyle naiwny, że mimo ostrzeżeń ("Piotrek, oszalałeś? Nie pracuj z nim bo się przejedziesz na tym") wielu osób postanowiłem jednak dać mu szansę, mimo wcześniejszych wpadek. Mam za swoje. Tyle porannego narzekania.

Czas na poranne linki…

Na początek portfolio Darka Osińskiego, podesłał linka kilka dni temu a ja dopiero dziś miałem chwilę, żeby się z nim zapoznać. Patrząc na te prace z perspektywny czasu (podsyłał mi wcześniej linki) widać, że chłopak się rozwija. Całkiem przyjemne rzeczy robi.

Z innej beczki… Ostatnio dość dużo spędziłem czasu przeglądając prace ludzi na deviantarcie, wpadło mi w oko parę osób, ale dziś największe wrażenie zrobiły na mnie prace Cali Rezo. Dla mnie rewelacja - polecam.

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/10/senny-poniedzialek/feed/
Portrecę… http://blog.designorance.com/2007/12/07/portrece/ http://blog.designorance.com/2007/12/07/portrece/#comments Fri, 07 Dec 2007 08:37:11 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/07/portrece/ W przyszły weekend jesteśmy (z moją lepszą połową) zaproszeni na imprezę do naszej koleżanki Asi, która będzie obchodzić swoje 30-ste urodziny. W związku z tym wpadłem na pomysł, że jadąc na fali euforii nowym tabletem, w prezncie namaluję jej portret. I oczywiście puszczę do druku w jakimś fajnym dużym formacie - padło na A2, potem oprawię to ładnie w antyramę i prezent jak znalazł.

Z przyczyn czysto technicznych nie mam w tej chwili czasu na posiedzenia z Asią, na pozowanie, na szkice itp. Poprosiłem więc ją by dała mi kilka swoich zdjęć, najlepiej takich, które jej samej się podobają, a ja sobie coś wybiorę i na tej podstawie spróbuję coś namazać. Pech chciał, że zdjęcia, które Asia mi przesłała zupełnie mi się nie podobają - uważam, że wygląda na nich znacznie gorzej niż na żywo.

Postanowiłem więc puścić wodze fantazji i spróbować namalować Asię w zupełnie innym ujęciu korzystając z jej fotek. Pogrzebałem w internecie szukając zdjęcia jakiejś fajnej babki, a właściwie fajnej babki w jakimś fajnym kadrze. Mój wybór padł na fotkę Eve Mendez (notabene jedna z kobiet, które uważam ideał pod względem urody).

Pokombinowałem, podłubałem i w efekcie powstał taki oto obrazek. Oczywiście trudno oddać efekt obrazka formatu A2 w takim pomniejszeniu. Ale i tak myślę, że wyszło całkiem fajnie.


update: powyżej poprawiony obrazek

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/07/portrece/feed/
Lizard king… http://blog.designorance.com/2007/12/06/lizard-king/ http://blog.designorance.com/2007/12/06/lizard-king/#comments Thu, 06 Dec 2007 13:18:48 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/06/lizard-king/ Wczoraj wieczorem urządziłem sobie (a właściwie nie sobie) małą sesję fotograficzną. W głośnikach leciało King Crimson “Lizard”, a ja pstrykałem fotki naszym firmowym pupilom.

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

gekon lamparci / blog.designorance.com

Położyłem się spać słuchając Króla Jaszczurów

[...] I can place myself anywhere in
space or time.
I can summon the dead.
I can perceive events on other worlds,
in my deepest inner mind,
& in the minds of others,

I can

I am

[...]

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/06/lizard-king/feed/
Malunki ciąg dalszy… http://blog.designorance.com/2007/12/05/malunki-ciag-dalszy/ http://blog.designorance.com/2007/12/05/malunki-ciag-dalszy/#comments Wed, 05 Dec 2007 20:55:41 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/05/malunki-ciag-dalszy/

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/05/malunki-ciag-dalszy/feed/
Coś pięknego ;) http://blog.designorance.com/2007/12/04/cos-pieknego/ http://blog.designorance.com/2007/12/04/cos-pieknego/#comments Tue, 04 Dec 2007 09:11:53 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/04/cos-pieknego/ Nazwijcie mnie męską, szowinistyczną świnią, ale na chwilę się rozmarzyłem na temat takie “ficzera” w kobiecie;) Chyba każdy faceta ma czasem takie marzenia - wyjąć korek, spuścić powietrze, schować do szafy i chociaż na chwilę “wyłączyć” to gadanie, hehe ;-D

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/04/cos-pieknego/feed/
Mocno… http://blog.designorance.com/2007/12/03/mocno/ http://blog.designorance.com/2007/12/03/mocno/#comments Mon, 03 Dec 2007 21:42:57 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/03/mocno/ Dziś kilka takich “mocniejszych” reklam. Na początek Amnesty International - duże wrażenie na mnie zrobił ten krótki filmik.

Mocne są też dwie reklamówki Helen Bamber Foundation z Emmą Thompson, w pierwszej podkłada głos, w drugiej występuje.

Teraz coś znacznie lżejszego, JC Penney: The Aviator od Saatchi & Saatchi NY. Uroczy filmik, dobra odskocznia na mocny przekaz z powyższych reklam.

No i deser (pora późna, więc i deser późny) - Kobiece portrety na przestrzeni dziejów (coś około 500 lat). Interesujące.

Nie lubisz swojego szefa? Podeślij mu link do tej kolorowanki;) Ubawiłem się mocno.

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/03/mocno/feed/
Apple znów podgryza w tyłek Microsoft http://blog.designorance.com/2007/12/02/apple-znow-podgryza-w-tylek-microsoft/ http://blog.designorance.com/2007/12/02/apple-znow-podgryza-w-tylek-microsoft/#comments Sun, 02 Dec 2007 12:02:25 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/12/02/apple-znow-podgryza-w-tylek-microsoft/ To, że Apple od lat reklamuje się w dość oryginalny sposób to wszyscy wiedzą. Teraz jednak postanowili mocno zareklamować się na stronach CNET poświęconych Windows Vista, także na tych, na których Microsoft wszystkim niezadowolonym z tego systemu oferuje darmowy powrót do XP’ka. Cóż, Microsoft znów zaliczył celnego kopniaka w tyłek od Apple.

A na dokładkę starsza reklama Apple z jakże apetyczną Gisele Bundchen.

A deser? Na deser wieści od mojego ulubionego North Kingdom. Po pierwsze wywiad dla ComputerArts, a po drugie, jak pisze Robert Lindström na swoim blogu - North Kingdom wchodzi w świat mody z marką MINK - Made In North Kingdom.

North Kingdom goes fashion

]]>
http://blog.designorance.com/2007/12/02/apple-znow-podgryza-w-tylek-microsoft/feed/
Maziaje z szuflady http://blog.designorance.com/2007/11/30/maziaje-z-szuflady/ http://blog.designorance.com/2007/11/30/maziaje-z-szuflady/#comments Fri, 30 Nov 2007 15:12:28 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/11/30/maziaje-z-szuflady/ Dwa obrazki sprzed mniej więcej miesiąca. Jeszcze na starym graphire.

]]>
http://blog.designorance.com/2007/11/30/maziaje-z-szuflady/feed/
Nowa zabawka… pierwsze wrażenia http://blog.designorance.com/2007/11/29/nowa-zabawka-pierwsze-wrazenia/ http://blog.designorance.com/2007/11/29/nowa-zabawka-pierwsze-wrazenia/#comments Thu, 29 Nov 2007 15:38:58 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/11/29/nowa-zabawka-pierwsze-wrazenia/ Jakiś tydzień temu dotarł do mnie nowy wacom intous3 A4. Generalnie przesiadka ze starego, makabrycznie małego graphire była sporym przezyciem. Ciekawostką jest fakt, że poczatkowo chciałem kupić ciut mniejszy tablet ale byłem chyba trochę zakręcony i machnąłem się przy zamówieniu w Cortlandzie;) No i przyszła “a-czwórka”. Cóż, mogę powiedzieć? Chyba wszystko już o tabletach wacoma zostało powiedziane, dodając swoje 3 grosze powiem tylko - rewelacja.

Dziś po pracy siadłem sobie właściwie pierwszy raz żeby pobawić się nowym nabytkiem. Tak na szybko powstał obrazek, do którego “pozowała” Ali Larter. Fanom “Heroes” chyba nie muszę wyjaśniać kto zacz;) Poniżej mały podgląd tego co namazałem.

]]>
http://blog.designorance.com/2007/11/29/nowa-zabawka-pierwsze-wrazenia/feed/
It had better be tonight… http://blog.designorance.com/2007/11/29/it-had-better-be-tonight/ http://blog.designorance.com/2007/11/29/it-had-better-be-tonight/#comments Thu, 29 Nov 2007 14:01:37 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/11/29/it-had-better-be-tonight/ Dziś właściwie na okrągło wałkuję jeden kawałek - “It had better be tonight” Michaela Buble, który jakoś bardzo mi dziś leży. Mimo, że płytę mam już dobre pół roku, co chwilę inny kawałek wpada mi w ucho. Cóż, wychowałem się na Sinatrze, i takie klimaty mi niesamowicie “smakują”.

Ostatnio wpadła mi też w łapska płyta Amy Winehouse “Back To Black” i muszę przyznać, że dość mocno kręci. Na YouTube wyszperałem akustycznie wykonanie “Rehab”. Babka ma kawał głosu, nie ma co…

]]>
http://blog.designorance.com/2007/11/29/it-had-better-be-tonight/feed/
Wieczorna sesja… http://blog.designorance.com/2007/11/26/wieczorna-sesja/ http://blog.designorance.com/2007/11/26/wieczorna-sesja/#comments Mon, 26 Nov 2007 19:48:28 +0000 labrie http://blog.designorance.com/2007/11/26/wieczorna-sesja/ Całkiem niedawno imagination studio powiększyło się o dwoje nowych pracowników, a właściwie mieszkańców, bo jako jedyni nie opuszczają biura ani na chwilę (to się nazywa lojalność, hehe) On i ona - gekony lamparcie, wzbudzają spore poruszenie wśród naszych gości, co mnie zupełnie nie dziwi bo uwielbiam je. Mam je od ponad 2 lat a kilka dni temu zamieszkały w terrarium w naszym biurze. Słodkie są, nieprawdaż? ;)

]]>
http://blog.designorance.com/2007/11/26/wieczorna-sesja/feed/