Feb 27

Tuesday, 27 February, godzina: 3:03

Przed chwilą czytnik poczty zatrąbił mi oznajmiając radośnie, że dostałem maila. Trochę się zdziwiłem, że ktoś pisze o tej porze, a sądząc, że to jakiś kolejny spam - miałęm nawet nie sprawdzać. Coś mnie tknęło, sprawdziłem któż to i okazało się, że to Mariusz poprosił mnie o przyłączenie się do “zabawy”, która podobno opanowała tzw. blogosferę - mianowicie polega na “podaniu 5 faktów na swój temat, które nie są publicznie znane i wytypowanie kolejnej piątki osób”.

Ponieważ właśnie zarywam nockę jak za starych dobrych (albo niedobrych?) czasów, składając prezentację dla jednego z klientów i kończą projekt strony dla drugiego klienta, postanowiłem zrobić chwilę przerwy na mocną kawę i chwilę zastanowienia - jakież to 5 faktów na mój temat nie jest publicznie znane. Przyznam, że nic szczególnego nie przychodzi mi do głowy - zapewne setki faktów jest mało znanych bo nie jestem specjalnie znany z publicznego ekshibicjonizmu. Ale cóż, spróbujmy…

1. Chyba najmniej znanym faktem o mnie jest to, że prawie w każdy czwartek występuję publicznie w Drake Club w Opolu śpiewając najczęściej ostre rockowe kawałki ;) Mam też swój wierny tłumek fanek i nawet fanów;) Jeśli ktoś miałby ochotę sprawdzić mnie - polecam “Wonderful World” Louisa Armstronga w moim wykonaniu - świadkowie twierdzą, że miażdży ;-) Kiedyś całkiem nieźle grałem na gitarze, ale niestety zabrakło czasu i zapału na ćwiczenia - tak więc głos został moim głównym instrumentem z uwagi na fakt, że zawsze go mam przy sobie ;)

2. Uwielbiam poezję, szczególnie Wojaczka, Herberta i Staffa.

3. Miałem być polonistą lub muzykiem, architektura to był przypadek i lenistwo. Pojechałem do Wrocławia szukać studiów, a za namową rodziców - głównie ojca - przyczłapałem się na Wybrzeże Wyspiańskiego do gmachu głównego Politechniki. Trafiłem akurat na przerwę i gdy miliony wrzeszczących studentó wybiegło z budynku prawię mnie deptając - zdecydowałem, że będe się trzymał z daleka od “tych ryczących prymitywów”. Niestety los chciał inaczej, stanąłem wtedy z boku aby zapalić i na drzwiach A1 zobaczyłem ogłoszenie o kursie przygotowawczym na architekturę. Brzmiało dość kosmicznie. Ja i architektura? Czemu nie - pomysł tak samo idiotyczny jak każdy inny w tym okresie. Poza tym po wędrówce ulicami Wrocławia byłem już zmęczony, i szczerze mówiąc nie miałem już ochoty szukać studiów i myśleć powaznie o przyszłości. Nie byłem jeszcze gotowy by zostać poważnym człowiekiem. I tak się stało, zdecydowałem wtedy, że będe studiował architekturę. Rodzice pukali się w czoło, ja się uparłem. I tak trafiłem na Wydział Architektury na wrocławskiej polibudzie…

4. W poprzednim wcieleniu miałem na imię Elvis. Jestem o tym stuprocentowo przekonany. I dam się za to zabić ;-) A tak naprawdę uwielbiam twórczość Michała Bajora. Może też dlatego, że jego przeurocza mama uczyła mnie w podstawówce polskiego…

5. Nie wybieram się za granicę, tu mi dobrze. I tyle… :)

Teraz należałoby wywołać “do tablicy” pięciu nieszczęśników. I tu jest problem. Wprawdzie w miarę czasu zaglądam na różne blogi, ale niestety nie utrzymuję jakiś specjalnie zażyłych kontaktów z tzw. blogosferą. Z osób blogujących, o których najchętniej dowiedziałbym się czegoś ciekawego najczęściej są to delikwenci z zagranicy, tzw. szyszki biznesu. Przypuszczam, że nie udałoby mi się namówić do tej zabawy Stev’e'a Jobs’a, Seth’a Godina czy Guy’a Kawasaki…

Wyszło na to, że *ewentualnie* poproszę jedynie dwie osoby…

Krzysiek aka krótki - www.shortydabomb.com - mój wspólnik i przyjaciel. Albo raczej przyjaciel i wspólnik - w tej kolejności.

Maciek aka inou - www.inou.pl - całkiem niezły kompan do całonocnych dyskusji o designie, flashu i dupie Maryny, zakrapianych kosmicznymi ilościami wody mocno ognistej;)

Jak zwykle okazałem się aspołeczny - nie umiem wskazać 5 osób - no cóż - starałem się usilnie ;) Dobra, wracam do pracy…


Feb 12

Monday, 12 February, godzina: 15:51

Blog niestety chwilowo poleży odłogiem. Jak zapowiedziała zaprzyjaźniona wróżka - rok będzie cholernie pracowity i cholernie udany. Nie spodziewałem się, ze tak szybko i tak mocno się to sprawdzi. Prawdę mówiąc nie wierzę w takie cuś. Ale ostra jazda bez trzymanki zaczęła się już w połowie stycznia, i nie widać żeby się miało to szybko zakończyć. Najważniejsze w tym momencie to precyzyjnie ustalić harmonogram prac i priorytety, a przyznam, że dawno takiego obciążenia nie miałem. Tak więc, siedzę, kreślę, maluję i piszę te cholerne briefy, notatki, harmonogramy i preliminarze prac. I co? I nic - mi w to graj. Się dzieje. A ja to lubię. Gorzej, że zapewne ucierpi parę prywatnych spraw, w tym sprzedaż auta i kupno nowego pewnie się przesunie na koniec marca. Zresztą zobaczymy, bo moje wcześniejsze doświadczenia wskazują, że najgorzej mi się poukładać gdy mam mało roboty, a najsprawniej działam mając na karku wszystko naraz…

Kurde balans… jeszcze trzeba zadbać w tzw międzyczasie o zdrówko, bo z tym to różnie bywa ostatnio. Dieta pomaga - zrzucam balast kilogramów, rzucanie palenia ostatnio wychodzi jakoś koślawo, ale postanowiłem znów kupić plasterki niquitin - bo w sumie pomagały. Ech, cholerny nałóg…

Dobra, to tak tytułem chaotycznej informacji. Teraz pora na czułe pożegnanie z blogiem i czytaczami;) Tak więc, żegnam Was ciule… tfuuu - czule ;) Do kiedyśtam…